Ta witryna nie służy autoprezentacji. Nie służy lansowaniu jakiegoś jednego czy drugiego bolka (bo niby skąd ma być wiadomo, który jest drugi, który jest jeden... i skoro jeden to dlaczego mowa jest o dwóch?). Nie dogadzamy sobie tutaj intelektualnie, emocjonalnie, ekumenicznie ani ornitologicznie. Nie liczymy na zachętę do spędzania wspólnych wieczorów "na CHACIE". Nie znajdziemy tu odrobiny pikantnej masturbacji przy wymianie megabajtów piersi i dup (to z assemblera i jest to właściwa forma mianownika pierwszej osoby liczby pojedynczej). Leżą tu różne rzeczy (ale nie piersi i te, wyżej wzmiankowane, dups [jeśli już musi być liczba mnoga]), które przydają się właścicielowi domeny i który utrzymuje tę domenę dla siebie, poczty (nie tej Polskiej, z dużej litery pisanej, tylko tej nowoczesnej, elektronicznej, która listy dostarcza w czasie krótszym niż 7 miesięcy roboczych), współdzielenia szrotu i innych takich tam. A nie po to, żeby ktoś tu zaglądał, przeżywał i składał protesty do Trybunału; np. jeden z wyliczonych wyżej bolków, albo obaj na raz, mogliby chcieć złożyć. No to niech nie składają. Nie trzeba. Prawa człowieka bronią się same, a nabarykadyzm inwazyjny i wszelkie inne objawy faszyzmu skupuje Matka Kierowniczka z Radio Matwarz. Trybunały niech się zajmują trybunami, a nie bolkiem - bez względu na to któren bolek jest, ile jest procent bolka w bolku i na kogo chce naskarżyć. Oraz w ilu procentach. Nie należy się tutaj spodziewać niczego, chyba że w ryj dać mogę dać. Bo mogę, ważę 130 kg (w sezonie)
Fotki

Poniższe zdjęcia miały drzewiej charakter, jakkolwiek dziwnie mogłoby to dla kogoś zabrzmieć, matrymonialny

matr001.jpg
matr002.jpg
matr003.jpg
matr004.jpg
matr005.jpg
Już wyjaśniam "zawiłłość":

Wobec ryzyka osobistego spotkania jakiejś niewiasty, którą mogłem był wcześniej, niechcący, werbalnie nadziać na Widelczyk Oratorskiego Galopu, posyłałem byłem link do tej strony, obnażając te i okrutniejsze jeszcze dowody mojego kalectwa w nadziei, że wyeliminuję ryzyko przywarcia niewiasty chcącej mnie później z niego uleczyć.

Mijały tygodnie.


Miesiące mijały...



...i lata.




Kobiety mijały, oko puszczały, język pokazywały. No różności takie, wiecie.

A było tak:

Na początku były zdjęcia, no nie?
a zdjęcia były u mnie,
i mną były te zdjęcia, no nie?
I one były na początku u mnie,
Wszystkiego one były przyczyną, te zdjęcia znaczy,
bo bez nich to by się nie stało,
co się stało. W końcu.

Pojawiła się kobieta. No naprawdę, nie bujam.

Przyszła.

Zobaczyła.

Została!


Niewiastom zwykle straszni ułomni mężczyźni.

A moja Pani ciągle jest. I jakoś się tu we trójkę mieścimy, Ona, ja,

no i moje kalectwo.

A myśleliście, że Widelczyk Oratorskiego Galopu?!

Widelczyk Oratorskiego Galopu trafił tam gdzie jego miejsce - do szuflady.

A moja Pani ciągle jest.


Widelczyków używamy teraz głównie do nadziewania kawałków - krojonej wprzódy Nożykiem Umiarkowanej Zręczności - kiełbasy.

Skośnie krojonej.

Powyższe zdjęcia trzymam jako ilustrację opowiadania (i straszak na niewiasty ). Opowiadanie kiepskie - prawda, ale historia niezgorsza, nieprawdaż?



A poniżej, w pełnej krasie i w różnych stadiach twórczej dekompozycji,

moje klamory:
stuff001.jpg
stuff002.jpg
stuff003.jpg
stuff004.jpg
stuff005.jpg
stuff006.jpg
stuff007.jpg
stuff008.jpg
stuff009.jpg

Dziś wtorek, 20 września 2017 r, imieniny obchodzą: Eustachy, Faustyna, Renata , już: 17159 razy wyświetlano tę stronę
©2006, Grisha